Artysta to człowiek bogaty – tak się przynajmniej wydaje. Ma własną limuzynę, najlepiej z kierowcą do dyspozycji. Owszem, zdarzają się i tacy. Z drugiej strony jest rzesza tych, którzy nie opływają w luksusy i wiodą całkiem zwyczajne życie, bliskie temu, które większość z nas zna na co dzień.

U początków mojej scenicznej drogi miałam okazję występować w jednej z krakowskich kawiarni. Po udanym koncercie sympatyczny pan z obsługi lokalu zaoferował mi pomoc w odniesieniu moich rzeczy do samochodu. Jakież było jego zdziwienie gdy powiedziałam, że nie przyjechałam samochodem, lecz tramwajem! Zgarnęłam naręcze wieczorowych sukien, które zmieniałam podczas występu (a było ich cztery) i, mając ciągle na twarzy sceniczny makijaż, udałam się na przystanek.

Tak, były czasy, kiedy jedynym pojazdem na kółkach, który miałam do dyspozycji, była moja walizka 😉 Także i teraz, kiedy mam do pokonania dłuższą trasę, wybieram raczej pociąg lub autobus niż własne auto. Taka podróż jest mniej męcząca, pozwala się wyciszyć i odpocząć przed próbą czy koncertem. Problem pojawia się wtedy, kiedy wierny i oddany towarzysz podróży – czyli wspomniana walizka na kółkach – odmawia współpracy.

Kiedy po jednej z prób w Katowicach śpieszyłam się na dworzec, kółka mojej walizki niespodziewanie zdecydowały się na separację… Niepodzielna dotychczas całość, poręczna i funkcjonalna, stała się nagle dwuczęściowym balastem, który trzeba było szybko ogarnąć, bowiem czas naglił, a godzina odjazdu pociągu zbliżała się nieubłaganie.

Na szczęście znaleźli się uczynni ludzie, którzy pomogli mi się pozbierać i zamówić taksówkę na dworzec. Taki koniec tej historii, a morał jest jeden: najważniejsze to spotkać na swojej drodze dobrych ludzi – tak na scenie, jak i w codziennym życiu.